05 lipca 2005

# 124

Biedni fani U2, tyle kasy dać i w deszczu stać to ja dziękuję za taką przyjemność, oby się nie okazało, że też tak z Żużem skończymy. Jedziemy na cztery dni a tyle pieniędzy już poszło, że żal wiadomo co ściska. Ale nastroje mamy zasadniczo w porządku, bo zasadniczo staramy się mieć kwit na wszystko. Przeczucia też pozytywne, wierzymy w swojego wyjazdowego farta - plus przedwyjazdowo-koncertowa zajawka, wszystko to w rezultacie daje mi lekkiego kopa i przytępia mi zmysły w zakresie negatywnych emocji spowodowanych pracą.

No i jest lżejsze powietrze, bo sesja Żużkowa zakończona (i to jak spektakularnie!), moja szkoła też już finito, we wrześniu mam egzamin na socjologię (formalność) no i wracam do studenckiego życia. ALE ZANIM! To jeszcze chcę zobaczyć upalonego do niemożliwości Snoop Doga i usłyszeć God is a DJ tak głośno, że aż do bólu uszu, a w sierpniu wyjechać już konkretnie na zasłużony urlaub. Chorwacja? Majorka? Hm...

Brak komentarzy: